Przejdź do głównej zawartości

Posty

Rany! Lipiec się kończy!

Kiedy ten miesiąc przeleciał? nie mam bladego pojęcia :0 pozostał sierpień i przyjście na świat maleństwa! Teraz korzystam ze wspaniałej pogody 25 stopni w której czuję się idealnie. Codzienne spacery i harce na placu zabaw, wspólne zakupy, wypady do rodziców i siostry bo przecież mamy teraz tak blisko...odkrywanie nowych zakątków nad Wisłą i oczywiście wizyty w ukochanym Rynku Głównym na wyciągnięcie ręki - jest cudownie! Brzusio rośnie ale dolegliwości na szczęście trochę się uspokoiły, za to zaczęły się chyba nieprzespane nocki gdzie ucisk pod biustem jest coraz mocniejszy i ciężej złapać oddech. Pozostało jeszcze kilka rzeczy do skompletowania wyprawki swojej i malucha. W środę czeka mnie kolejna wizyta u lekarza. Na weekend zapowiadają znowu falę upałów...trzeba będzie jakoś przeżyć. A w nowym mieszkanku coraz więcej miejsca :) dochodzą mebelki i wszystko zaczyna się układać w spójną całość :) powolutku tworzymy swój cudowny, ciepły, rodzinny kącik....:)

Upały!

Nie lubię lata....nie cierpię upałów! 25 stopni to dla mnie totalne maksimum, a obecnie kiszę się jak ogórek przy temperaturze 35 :/ cóż...w ciąży chyba można sobie ponarzekać podwójnie co? :P w dwupaku w takie gorąco naprawdę ciężko wytrzymać... wyczekuję deszczu i burzy jak zbawienia! w niedzielę wypada nam 7 rocznica ślubu :) kiedy to zleciało? 7 cudownych lat... mebelki do salonu już mamy :) pozostaje przenieść tam swoje rzeczy...ale w taki upał naprawdę ciężko się za to zabrać... u lekarza w porządku, synek waży już 2100! wyniki ok :) następna wizyta za 2 tygodnie tym razem bez badań a w mojej głowie : "...już niedługo, coraz bliżej..."                                                        ...

33!

Tak! Dokładnie wybił nam 33 tydzień ciąży! Jutro wizyta kontrolna i wyniki badań. Mały kopie strasznie, wiercipięta z niego :) Krzyże bolą okropnie, wszędzie czuję ucisk w związku z czym odczuwam już dyskomfort. Jeszcze upały, w których czuję na sobie każdy dodatkowy kilogram... ale...żeby nie było,że tak ciężko... cieszę się ostatnimi chwilami z brzuszkiem :) kompletuję wyprawkę dla siebie i malucha, a w głowie próbuję ustalić plan gdy do domu wrócimy już w komplecie...mam nadzieję,że Pola przyjmie braciszka tak optymistycznie jak o nim opowiada. W domku dalej się urządzamy :D dzisiaj zjechały do nas meble do salonu co oznacza,że powoli żegnam się z workami i kartonami :) Z Polą mamy znowu tą więź, która sprawia, że o niczym innym nie marzę jak właśnie chwilach spędzonych razem! To nasz czas ! Ona z dnia na dzień dojrzewa coraz szybciej...jestem z niej dumna :) Wszystko się układa choć wiadomo zdarzają się czarne chmury....ale zawsze znajdzie się jakiś sposób by je przego...